Głos serca, Jak sobie pomóc, Moje historie

Jak udało mi się odkryć KIM JESTEM?

Kim ja właściwie jestem? – To chyba najczęstsze pytanie, jakie zadają sobie ludzie. Szczególnie często zadają je sobie osoby, które padły w dzieciństwie ofiarą wielu krzywd i nadużyć, w wyniku czego, zmuszone były wykształcić w sobie „fałszywego ja”, które gwarantowało im przetrwanie. Dzieci, które w ten sposób były zmuszone zaadoptować się do warunków, bardzo często wyrastają na dorosłych bez poczucia własnego „ja”, pozbawionych integralności, z niskim poczuciem wartości i z bardzo nikłą wizją tego, kim są oraz czego pragną.

Dla dziecka utrata miłości i akceptacji rodziców jest niczym śmierć. Nic więc dziwnego, że aby temu zapobiec, dziecko postanawia zrobić wszystko, co w jego mocy, łącznie z wyparciem się własnej natury i strwożeniem fałszywej tożsamości, która będzie idealnym odzwierciedleniem wszystkich oczekiwań rodziców.

Oto kilka definicji fałszywego Ja :

„Przystosowanie się do potrzeb rodziców prowadzi często do osobowości „jak gdyby” (as if personality) lub tego co określane jest jako f a ł s z y w e j a. Człowiek wykształca w sobie postawę, dzięki której na zewnątrz pokazuje jedynie to, czego się od niego oczekuje, i w końcu całkowicie się z tym stapia. Jego prawdziwe Ja nie może się rozwijać i różnicować, gdyż nie ma prawa zaistnieć.”

„Jeśli gdy jesteś dzieckiem, twoi rodzice lub opiekunowie nie reagują właściwie na twoje prawdziwe „ja”, próbujesz się domyślić, co powinieneś zrobić, żeby nawiązać z nimi więź. Zamiast zwyczajnie być taki, jaki jesteś, wykształcasz pozorną tożsamość lub pseudo-ja, które zapewnią ci bezpieczne miejsce w środowisku rodzinnym. Proces przyjmowania pozornej tożsamości jest nieświadomy, nikt nie robi tego celowo. Budujemy pozorną tożsamość stopniowo, metodą prób i błędów, obserwując reakcje innych osób na nasze zachowanie”

„Następnie, już jako dorośli, często wciąż odgrywamy naszą rolę, licząc na to, że ktoś zainteresuje się nami w sposób, w jaki pragnęliśmy, aby uczynili to nasi rodzice”

„Posiadanie fałszywego ja oznacza ciągłe granie, udawanie. Prawdziwe ja jest nieobecne. Pewna osoba w trakcie terapii określiła to następująco „To tak jakby stało się na uboczu, obserwując przepływające życie obok”.

Jak możecie się domyślać również byłam dzieckiem, które wytworzyło pozorną tożsamość w nadziei, że uda mi się zdobyć miłość i akceptację bliskich. Przez całe lata odgrywałam w swojej rodzinie pewną rolę, w której czułam się bezpieczna, ale jednocześnie byłam głęboko nieszczęśliwa. Odczuwałam trudną do opisania pustkę i bezsens egzystencji i zupełnie nie potrafiłam odnaleźć przyczyn tych uczuć, ponieważ pozornie wydawało się, że „wszystko jest dobrze”.

Przez całe lata zadawałam sobie pytanie: Kim ja właściwie jestem? Co lubię? Co myślę? Zmieniałam swoje poglądy i wartości co pięć minut. Szukałam swojej tożsamości w systemach religijnych, filozofiach i pseudo-rozwoju. Nieustannie eksperymentowałam z wyglądem. Zawsze starałam się dopasować do innych ludzi, byle tylko nie poczuć się odrzuconą. Bałam się mówić głośno o swoich przekonaniach, choć często zwyczajnie nie wiedziałam nawet, co sądzę na dany temat. Co chwilę znajdywałam nową osobę, na której się wzorowałam i chciałam być jak ona. Cały czas bałam się też, że ktoś odkryje moją „prawdziwą naturę” i zorientuję się, że ja tylko gram, i że jestem zupełnie inna niż wszystkim się wydaje. Bałam się, że ludzie odkryją jaka naprawdę jestem „dziwna” i odejdą. Wydawało mi się, że jestem inna niż wszyscy, że nigdzie nie pasuję, że coś jest ze mną nie tak. Czułam się potwornie samotna i zupełnie „odłączona” od rzeczywistości. Nie potrafiłam nawiązać głębszych relacji praktycznie z nikim. Miałam bardzo niską samoocenę i zupełny brak pewności siebie, bo tak naprawę „siebie” nie miałam wcale.

„Depresja jest rezultatem przystosowania się dziecka do fałszywego ja i odrzucenia prawdziwego. Odrzucenie prawdziwego ja jest jednoznaczne z powstaniem pustego miejsca – nazywam je „dziurą w duszy”. Gdy człowiek traci prawdziwe ja, traci tym samym kontakt ze swymi prawdziwymi uczuciami, potrzebami i pragnieniami.”

Wszelkie moje eksploracje osobowości oraz poszukiwanie odpowiedzi na pytanie „kim ja właściwie jestem?” okazały się bezcelowe ponieważ nie da się odkryć czegoś, czego nie ma. Fałszywe Ja jest czymś zmyślonym i sztucznym, nie zawiera w sobie żadnej prawdy. Nic więc dziwnego, że myśl o tym, iż ktoś może nas przejrzeć i odkryć tę mistyfikację budzi w nas potworny lęk. Często przeradza się to również w lęk przed bliskością, ponieważ jeśli nie dopuścimy do siebie nikogo, wtedy nikt nie przejrzy naszej roli. Fałszywe Ja nie posiada również własnego źródła energii, dlatego musi „podkradać” ją prawdziwemu Ja, co w praktyce oznacza, że odgrywanie roli jest potwornie męczące i zajmuje dużo więcej wysiłku niż po prostu BYCIE SOBĄ.

Przełom w kwestii mojej tożsamości nastąpił kiedy rozpoczęłam terapię z wewnętrznym dzieckiem. Okazało się wtedy, że pod wszystkim tym, co widać na zewnątrz, kryje się coś więcej, a tam na samym dnie, pod całą warstwą bólu, cierpienia, strachu i złości, które wypierałam całe lata, kryje się moje najprawdziwsze ja – istota tego kim jestem. Lubię swoją terapię nazywać powrotem do siebie, bo dokładnie tak postrzegam ten proces – głównym celem jest odnalezienie tego zagubionego, zakopanego, poturbowanego prawdziwego Ja, którego musieliśmy wyrzec się tak wcześnie w dzieciństwie. Tej szczerej, prawdziwej, czystej istoty, jaką byliśmy zanim doznaliśmy tak druzgocącego odrzucenia od strony naszych najbliższych. Nasz ogromny potencjał kryje się właśnie tam – za całym tym dziecięcym bólem.

Większość z nas w dzieciństwie musiała przełknąć swoje emocje i posłusznie wykonywać polecenia rodziców. Często, dotykające nas trudne zdarzenia, były umniejszane i bagatelizowane przez naszych opiekunów. Zdarzało się, że było nam wmawiane, że nie czujemy, tego co czujemy; nie widzimy, tego co widzimy i nie słyszymy, tego co słyszymy. To doprowadziło nas do zwątpienia w nasze własne instynkty, odczucia oraz do STRACENIA Z NIMI KONTAKTU. Powrót do traum i pozwolenie sobie na emocje, na które nie było wtedy miejsca, nie tylko daje znać naszemu wewnętrznemu dziecku, że jest dla nas ważne, ale też przywraca nam na nowo wiarę w nasze instynkty oraz odczucia, które są niezbędnym kompasem w życiu.

„Osoby niedojrzałe emocjonalne nie mają dobrze zintegrowanego poczucia własnej tożsamości – przypominają raczej amalgamat zapożyczonych z różnych źródeł, nieopasujących do siebie części. Ponieważ byli zmuszeni tłumić ekspresję ważnych aspektów własnego „ja” ze strachu przed reakcją rodziców, ich osobowość przybrała formę odosobnionych fragmentów przypominających nie pasujące do siebie kawałki puzzli”

Uwalnianie traum i emocji krok po kroku oraz nawiązanie relacji z wewnętrznym dzieckiem, pozwoliło mi wejść na nowo w kontakt z moim prawdziwym Ja oraz powoli zacząć odrzucać to, co „nie moje”, czyli wszelkie schematy, automatyczne zachowania, wpojone poglądy, bezmyślne nawyki. Dzięki nawiązaniu kontaktu z moimi pragnieniami, zdałam sobie sprawę, że większość życia przeżyłam, wypierając się swojej własnej natury, pogwałcając swoje potrzeby, przymuszając się do rzeczy, których nie chciałam, udając zainteresowanie tym, co nie interesowało mnie wcale oraz – zamiast ufać swoim przeczuciom – zwracałam się w stronę innych ludzi, aby to oni decydowali, za mnie, o tym co jest dla mnie najlepsze. Mnie, w moim własnym życiu, nie było praktycznie wcale.

Odrzucenie fałszywego ja i odgrywanej roli, często może się spotkać z dezaprobatą otoczenia, a szczególnie naszych najbliższych. Wiele relacji istnieje na zasadzie odgrywania wzajemnych schematów, a kiedy jedna osoba postanowi wyjść ze swojej roli, druga zaczyna odczuwać lęk i dąży do przywrócenia znajomego, bezpiecznego schematu. Dlatego też często bliscy, zamiast wspierać nas w rozwoju i eksploracji naszej osobowości, stopują nas, krytykują i starają się wmówić nam że „zajmiemy się głupotami”. Nic nie spotyka się z większym potępieniem, niż osoba, która zaburza system rodzinny, wychodząc poza swoją rolę. Możemy spodziewać się, że członkowie rodziny zewrą szyk, aby „przywrócić nas do porządku” Możemy zostać oskarżeni o egoizm, wbijani w poczucie winy, szantażowani emocjonalnie, krytykowani. Wyzwalanie się z więzów fałszywego Ja czasami może nie być łatwe, jednakże życie w ciągłym udawaniu, bez kontaktu ze sobą samym, jest o wiele bardziej druzgocące w skutkach.

Będąc coraz bliżej ze sobą oraz dając dojść do głosu moim emocjom, które kumulowały się we mnie od lat, próbując sygnalizować mi, że dzieje się źle – udało mi się pozbyć uporczywego uczucia pustki i bezsensu. W ich miejsce pojawiło się, nieznajome do tej pory, uczucie „wypełnienia” oraz spokój, którego nie odczuwałam praktycznie nigdy. Zbliżając się do prawdy o sobie samej i odrzucając fałszywą rolę, którą byłam zmuszona grać jako dziecko, aby przetrwać (w dorosłości moje przerwanie już tego nie zależało) otrzymałam dostęp do całego morza możliwości i potencjału, które wcześniej były zablokowane. Wiele moich lęków zniknęło, zaczęłam zajmować się rzeczami, które przynoszą mi radość, blokady pękły, a tamy puściły. Odblokowało się we mnie wiele twórczej energii, do której wcześniej nie miałam dostępu, zaczęłam malować i rysować (czego nie robiłam odkąd byłam w podstawówce), pisanie oraz mówienie zaczęło przychodzić mi z wielką łatwością, nauczyłam się precyzyjnie wyrażać, nazywać swoje emocje i stany oraz lepiej komunikować się z innymi. Przestałam się obawiać opinii innych osób na swój temat, przestało mi zależeć na zdobyciu aprobaty za wszelką cenę, zaczęłam formułować swoje własne opinie i poglądy oraz wyrażać je bez strachu. Odrzucając sztuczne „ja” w końcu zaczęłam żyć w prawdzie.

Nie możesz wejść z kimś w relację, jeśli ta osoba wchodzi w relację z Twoim fałszywym Ja. To fałszywa relacja. Musisz najpierw odkryć to kim jesteś, a dopiero wtedy relacje, w które wejdziesz, będą prawdziwe. Stephan Speaks

Powrót do bycia autentycznym sobą to najpiękniejsza z rzeczy. Nie musimy już czekać, aż ktoś nam powie, kim jesteśmy; nie musimy szukać swojego odbicia w innych; nie musimy próbować odnaleźć naszej tożsamości w wyglądzie, ubraniach, wykonywanej pracy, posiadanych przedmiotach, grupie znajomych, idealnym partnerze. Nie musimy zapełniać naszej pustki kompulsywnymi zrachowaniami, używkami, niezdrowym jedzeniem, ucieczką w wirtualny świat. Bycie sobą to bycie w zgodzie z tym kim się jest, bez względu na to, gdzie i z kim się jest. To spokój i spełnienie. To brak przymusu zmiany swoich poglądów, zachowania czy nawyków, aby być akceptowanym przez innych. To zrezygnowanie z chęci dopasowywania się oraz spełniania oczekiwań. To wybranie siebie i swojej drogi, szacunek do siebie oraz taki sam szacunek do innych. To honorowanie swoich potrzeb i pragnień. To dbanie o siebie. To głębokie uczucie spójności, integracji i jedności, którego nie da się niczym zastąpić, nie da się go kupić, ani sztucznie wygenerować. To powrót do wewnętrznego domu, do miejsca, w którym jesteśmy bezpieczni, wolni i prawdziwi.

Powrót do siebie do najważniejsza z podróży w jaką wyruszyłam, i do której serdecznie Was zachęcam. Życzę Wam pięknej i głębokiej relacji z samym sobą.

Z miłością,

Kinga.

Cytaty pochodzą z książek:

  • „Dramat udanego dziecka” Alice Miller
  • „Dorosłe dzieci niedojrzałych emocjonalnie rodziców” Lindsay C. Gibson
  • „Powrót do swego wewnętrznego domu” John Bradshow

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *