Jak sobie pomóc, O depresji

„Wszystko wydarza się, gdy jest na to gotowe” – o wychodzeniu z depresji

Chciałabym żeby zdrowienie z depresji to był proces równomierny. Chciałabym, żeby przebiegał gładko i nieprzerwanie, abym każdego dnia czuła się coraz lepiej, aż w końcu zdobędę ten szczyt i będę uleczona raz na zawsze. Niestety, tak nie wygląda ta droga, zresztą tak w ogóle nie wygląda życie. Ponieważ linia życia nie jest prostą rosnącą, a raczej krzywą, pełną wzniesień i spadków. Jedyny moment kiedy nasza linia życia jest prosta…to moment naszej śmierci. Dlatego też cała ta kumulacja wzniesień i upadków tworzy razem nierozwerwalną całość – nasze życie.

 

Wiem jak łatwo jest się poddać, kiedy kolejny raz z rzędu przychodzi gorszy moment, kiedy kolejny raz wpadamy do tego dołka, z którego tak długo staraliśmy się wydostać. Ja również w swojej drodze miewam chwile naprawdę trudne, jednak na przestrzeni ostatnich miesięcy zmieniła się jedna rzecz – moje podejście. Wiem, że brzmi to banalnie, jednak ta zmiana była na tyle potężna, że chcę ją dla Was dokładnie opisać i zachęcić Was do poświęcenia chwili by zastanowić się nad tym jak wygląda Wasza pierwsza reakcja na trudne chwile.

Zdałam sobie sprawę, że zdrowienie to nie jest proces linearny. Wszystkie te wspaniałe i dobre momenty, w których czuję się jakbym zdobyła szczyt Mont Everest, w których jestem po prostu zadowolona z tego, że jestem – one należą do procesu zdrowienia tak samo jak wszystkie te chwile, w których mam wrażenie że cofnęłam się dziesięć kroków w tył i jestem do niczego. Wszystkie te chwile należą do drogi uleczania. Zarówno te piękne jak i te trudne. I właśnie ta świadomość pomaga mi kontynuować swoją drogę za każdym razem kiedy robi się nieciekawie i spadam w dół.

Ponieważ umysł jest takim miejscem, w którym to co złe, zawsze przesłania to dobre, to za każdym razem kiedy spadamy z powrotem na dno rozpaczy myślimy sobie: „Jaki jest sens się starać po raz kolejny skoro wciąż wracam do tego dołka? Po co w próbować po raz kolejny się z niego wydostać?” Założę się, że w waszych głowach pojawiają się podobne zdania. W mojej głowie każdy trudny moment zawsze był momentem frustracji, bezsilności i utraty motywacji. Myśli w mojej własnej głowie torturowały mnie, zamiast wspierać, mój własny umysł spychał mnie w otchłań smutku coraz mocniej, zamiast pomagać mi się z niej wygrzebać.

Jednak gdyby odwrócić sytuację i zdać sobie sprawę, że owszem, znów spadłeś do tego  dołka, ale skoro wygrzebałeś się z niego tyle razy to również i tym razem dasz radę. Ponieważ każda ta wizyta na dnie, czegoś nas uczy. Spadamy coraz głębiej odkrywając nowe warstwy krzywd, smutku, problemów, do których moglibyśmy nie mieć dostępu w chwilach radosnych. Za każdym razem kiedy wydostajesz się ponowinie z tej otchłani, jesteś coraz silniejszy i silniejszy. Ćwiczysz siebie, swoją wolę, swoje chęci, podążanie za głosem serca. Im dłużej coś robimy, tym lepsi się w tym stajemy. Każda trudna chwila, która przychodzi jest naturalną koleją rzeczy. Tak jak przyszła, tak i odejdzie, jedyną stałą w życiu jest zmiana. Jednak my możemy być stali w naszym podejściu do zmiany, ponieważ bez względu na to co się dzieje, wciaż jesteś sobą. A każdy człowiek płynie po życiu doświadczając różnych fal emocji – przyjemnych i trudnych, trzeba po prostu nauczyć się pływać po tym oceanie uczuć.

„Przez całe życie doskonaliłeś bycie tym, kim jesteś, tak bardzo się starałeś, że doprowadziłeś do perfekcji to, kim wedle własnych wierzeń jesteś. Szlifujesz swoją osobowość, swoje wierzenia, wyobrażenia. Ćwiczysz to przez długie lata i osiągasz taki poziom mistrzostwa, że naprawdę jesteś już tym, czym wierzysz, że jesteś”. Don Miguel Ruiz

Nie jest łatwo nagle zmienić swoją reakcję lub myślenie o danej sprawie, jeśli przez całe nasze dotychczasowe życie myśleliśmy i reagowaliśmy w pewien konkretny, określony sposób. Mamy tak opanowane nasze reakcje, że są one automatyczne, załączają się one mimowolnie, nie zastanawiamy się nad nimi. Każda reakcja przypisana do odpowiedniej sytuacji. Jak zacząć zmianę podejścia? Od zauważenia jaka jest nasza pierwsza reakcja na trudną sytuację, jakie są nasze pierwsze myśli, kiedy zaczyna dziać się źle w naszym życiu. Ponieważ nie możemy zmienić tego, czego nie wiemy – świadomość jest pierwszym krokiem do uzdrowieia. Kiedy zdamy sobie sprawę jakimi jesteśmy mistrzami możemy rozpocząć krok po kroku proces zmiany. Możemy być mistrzami lęku, złości, bezradności czy użalania się. Ale możemy być też mistrzami miłości, zrozumienia, akceptacji.

Bardzo ważna jest też intencja z jaką podchodzimy do siebie w trudnej sytuacji. Kiedyś gdy napotykałam jakąś trudność życiową to stałam nad sobą z bacikiem i byłam gotowa „okładać” się za swoją głupotę, bezradność, niezdolność do działania. Obwiniałam się za wszystkie porażki, ponieważ taki schemat wyniosłam z domu – poczucie winy stało się moją naturą. Byłam swoim najgorszym wrogiem. Nie miałam dla siebie zrozumienia, nie miałam nawet odrobiny życzliwości czy wyrozumiałości. Miałam za to całą dawkę krytycznych i osądzających myśli, które potęgowały jedynie moje uczucie wstydu i rozpaczy. Mój wewnętrzny dialog wyglądał w taki sposób, ponieważ to właśnie słyszałam przez całe swoje życie. Takie wnioski wyciągałam jako dziecko ze sposobu w jaki byłam traktowana przez innych. Nikt nigdy nie nauczył mnie akceptacji, wsparcia i bezwarunkowej miłości.

Wyobraźcie sobie małe dziecko, które popełniło błąd. Płacze i jest wystraszone, że zrobiło coś złego. Czy podeszlibyście do tego dziecka i kijem bejsbolowym w ręku, nakrzyczelibyście, wbili w poczucie winy, oskarżali lub krytykowali kiedy ono patrzyłoby na was smutnymi, bezradnymi oczami? Czy okazalibyście mu troskę i zapewnili, że wszystko będzie dobrze. Wy byliście tym dzieckiem, ono jest częścią Was. Twoje wewnętrzne skrzywdzone dziecko pragnie jedynie odrobiny wsparcia, zrozumienia i pocieszenia ponieważ jest przerażone, smutne i zawstydzone. Czeka, aż powiesz mu, że ma prawo popełniać błędy, że i tak je kochasz, że jest dla Ciebie ważne.

Z jakiegoś powodu jednak jest nam o wiele łatwiej okazać zrozumienie i współczucie ludziom obcym, niż sobie samemu. Podchodzimy do siebie jak do najgorszego człowieka na ziemi i znęcamy się nad samym sobą, jakby ból który odczuwamy to za mało, jakbyśmy musieli jeszcze sobie dodać poprzez krytykę w naszej głowie.

Ty jesteś najważniejszą osobą, w swoim własnym życiu. Twój umysł cały czas słucha i zapisuje. Jeśli mówisz do siebie, że jesteś do niczego, umysł Ci wierzy i zapisuje.

Potrzebujemy miłości. Jednak nie takiej od innych, która zapełni naszą pustkę. Najbardziej na świecie potrzebujemy miłości i zrozumienia od siebie samych. I to właśnie w tych najtrudniejszych i najcięższych momentach potrzebujemy okazać sobie najwięcej zrozumienia, delikatności i wsparcia. Zatrzymać ten odruchowy, negatywny dialog w naszej głowie, który załączą się spontanicznie, kiedy zaczynamy czuć się źle i zastąpić go słowami wsparcia i otuchy. To jest możliwe, nie jest to łatwe, jednak nic nie musi wydarzyć się od razu.

Zdrowienie to nie jest proces linearny. Nie możemy kontrolować wszystkiego co nam się przytrafia, możemy jednak kontrolować naszą reakcję na te wydarzenia. Możemy zapewnić sobie wsparcie, zamiast krytyki. Możemy pamiętać, że radząc sobie z trudną sytuacją po raz kolejny, stajemy się coraz silniejsi i wychodzimy z tego „dołka” z wiedzą, której nie mieliśmy wpadając do niego 🙂

„Nie da się przyspieszyć biegu rzeki lub wschodu słońca, ani sprawić, aby drzewa rosły szybciej niż rosną. Wszystko wydarza się wtedy, gdy jest na to gotowe” Dennis Genpo Merzel

Z miłością,

Kinga.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *