Głos serca, Moje historie

Mała planeta – Nowy początek

Witajcie kochani na Małej Planecie!

Niektórzy z Was mogą wiedzieć, że ten blog już kiedyś istniał, więc w pewnym sensie jest to nowy początek.

Założenie bloga na nowo okazało się dla mnie sporym wyzwaniem, nie tylko od strony czysto technicznej, ale głównie od tej emocjonalnej. Blog był początkiem całej mojej internetowej przygody, długo przed rozpoczęciem nagrywania filmików na YouTube, dlatego też tworzenie go na nowo zmusiło mnie do konfrontacji z wszystkim tym, co wydarzyło się w moim życiu od tego momentu.

Z założenia Mała Planeta miała być spełnieniem moich marzeń o kreowaniu mojego własnego miejsca w sieci, w którym mogłabym dzielić się ze światem cząstką siebie. Potrzeba by tworzyć, siedziała ukryta w moim wnętrzu praktycznie od zawsze, jednak przez większość czasu maskowała ją moja depresja.

W cięższych stanach przygnębienia zawsze podnosiło mnie na duchu kreowanie wizji o „przyszłej potędze i władzy” co jest jednym z mechanizmów radzenia sobie z depresją. Podczas jednego z takich przebłysków zrodziła się w mojej głowie myśl o blogu. Szczególnie intrygowała mnie wizja pracy i zarabiania z zacisza swojego domu, z kubkiem herbaty w ręku i kotem na kolanach. Owa wizja była punktem zapalnym, choć impuls do działania zrodził się niedługo przed moimi dwudziestymi urodzinami. Zainspirowana wkroczeniem w nową dekadę mojego życia oraz książką Sofii Amoruso „Szefowa” – stworzyłam swojego pierwszego bloga o nazwie „W głowie się nie mieści”. Sama nazwa na szczęście przetrwała dużo krócej niż blog 😉

Patrząc wstecz, jestem ogromnie wdzięczna, że podjęłam wtedy tę decyzję , choć muszę przyznać, że kontynuowanie tego pomysłu, było o wiele trudniejsze niż mogłam przypuszczać. Moje zdrowie – zarówno psychiczne, fizyczne jak i duchowe – pozostawiało wiele do życzenia. Nie byłam szczęśliwa, wciąż miałam mętlik w głowie, czułam się zagubiona, nie dość dobra i emocjonalnie połamana, a na domiar złego – starałam się usilnie przekonać samą siebie, że moje życie jest naprawdę dobre, a ja nie mam na co narzekać. Prawdopodobnie, w mojej głowie przyznanie się do tego, że jest naprawdę źle, skutkowałoby roztrzaskaniem się wszystkich moich marzeń oraz wielkim, głębokim załamaniem. Mam wrażenie, że stąpałam wtedy po bardzo cienkim lodzie i jego załamanie było po prostu nieuniknione.

Równocześnie w moim wnętrzu rósł konflikt, ponieważ czułam, że to co przekazuje innym ludziom na blogu, nie ma wcale przełożenia na moje własne życie i ta myśl sprawiała, że tworzenie czegokolwiek było coraz trudniejsze. Mimo to kontynuowałam, a kolejnym krokiem na jaki się zdecydowałam było nagranie mojego pierwszego filmiku jako uzupełnienie wpisu, o walce z depresją. Opowiedziałam historię swojego  życia do wbudowanej w laptopie kamerki i miałam ogromną nadzieję, że moje nagranie pomoże przełamać tabu oraz doda ludziom otuchy, że depresja to wcale nie taka rzadka przypadłość. Chciałam też po prostu w końcu powiedzieć głośno, o wszystkim tym, co się ze mną działo, a co skrywałam tak długo przed moimi bliskimi.

Z biegiem czasu nagrywanie filmików stało się dla mnie o wiele bardziej ciekawe i łatwe niż pisanie bloga. Zmuszałam się do pisania kolejnych tekstów, na które nie miałam najmniejszego pomysłu. W tym samym czasie przechodziłam też ogromne zawirowania w moim prywatnym życiu. Złamane serce, rozczarowania, poszukiwania zawodu, przeprowadzka do Polski i powrót  do Szkocji, kolejne pomysły na siebie, na życie, na studia. Depresja, terapia, leki. Coraz to nowe prace i coraz większe uczucie zagubienia. Miotałam się bez poczucia jakiegokolwiek sensu czy planu, spragniona bezpieczeństwa i spokoju, zupełnie zrozpaczona po wielu niepowodzeniach i przede wszystkim kompletnie wykończona wszystkimi wydarzeniami. Czułam się jak w klatce, znów uwięziona w sytuacji bez wyjścia, zablokowana w życiu, którego nie wybrałam i zrozpaczona po upadku wszystkich moich marzeń.

I pomimo całego tego nieszczęścia, starałam się znajdować nieliczne chwile spokoju i dobrego samopoczucia, żeby opowiadać w filmikach, o tym jak walczyć z depresją. Żyłam w zupełnym wyparciu. Byłam tak zagubiona i nieświadoma samej siebie, że wciąż myślałam, że mam „całkiem dobre życie”. Trzymałam się kurczowo tej iluzji, ale oczywiście do czasu.

W pewnym momencie coś we mnie pękło – zupełnie straciłam swój wewnętrzny głos i pisanie postów stało się niemożliwe. Denerwowałam się na siebie, że nie potrafię nic stworzyć, a ludzie czekają na moje teksty. Cała ta presja stała się zabójcza dla mojego bloga i moment, w którym kończyła mi się domena, stał się dla mnie świetną wymówką, żeby zakończyć swoją blogową działalność raz na zawsze. Blog zniknął.

Ciągnęłam nagrywanie filmików jeszcze przez jakiś czas, jednak po bardzo ciężkim osobistym przeżyciu, które niespodziewanie na mnie spadło, wszystko się rozsypało i zniknęłam całkowicie na ponad pół roku, o czym opowiadałam niedawno w tym filmiku.

Ostatnie sześć miesięcy mojego życia było dla mnie początkiem zupełnie nowej i fascynującej drogi – powrotu do siebie, do swojego „wewnętrznego domu”. Przeszłam prawdziwą transformację, uleczyłam wiele trudnych ran z mojego dzieciństwa, weszłam w kontakt  ze sobą samą, poznałam przyczyny mojej wieloletniej depresji i zajęłam się nimi, otoczyłam samą siebie współczuciem, zrozumieniem i miłością oraz zaczęłam odkrywać wszystkie ograniczające mnie schematy i myśli, które do tej pory kierowały moim codziennym zachowaniem. Była to długa i ciężka droga, którą wciąż kontynuuje, ponieważ zdrowienie z emocjonalnych ran jest złożonym i długiem procesem. Jednak po pół roku intensywnej pracy z emocjami widzę więcej zmian, niż przez pięć długich lat odkąd pierwszy raz wybrałam się na terapię.

Czuję się w końcu autentyczna i szczera w tym, kim jestem i mam ze sobą relację, jakiej nigdy nie miałam. Miewam momenty prawdziwego zachwytu i radości z samego istnienia – coś czego nigdy wcześniej nie doświadczyłam w swoim życiu. Odblokowało się we mnie wiele pasji i umiejętności, które dawno temu gdzieś się we mnie pozamykały. Odnalazłam połączenie z naturą, znów odzyskałam swój wewnętrzny głos, którym mogę się teraz z Wami dzielić na tym blogu, zaczęłam tworzyć sztukę, malować, fotografować i kręcić o wiele bardziej szczere i prawdziwe filmy, niż kiedykolwiek wcześniej byłam w stanie. Jestem w procesie powrotu do siebie, wciąż przede mną wiele pracy, różnych odkryć, przygód, jednak wreszcie czuję, że zmierzam dokładnie tam, gdzie zawsze powinnam była być.

Głęboko wierzę, że wszystko, co przeżyłam w swoim życiu, a szczególnie droga, którą przeszłam od momentu kiedy kliknęłam „opublikuj” pod moim pierwszym blogowym wpisem, aż do teraz – jest dokładnie tym, co musiałam przejść, by móc się na nowo odnaleźć. Ten blog był początkiem wszystkiego i jestem ogromnie wdzięczna za to, co dzięki niemu otrzymałam oraz czego się nauczyłam. Przede wszystkim dziękuje za każdą jedną osobę, która postanowiła zostać ze mną po przeczytaniu moich pierwszych wpisów i towarzyszyła mi w tej szalonej przygodzie mojego życia.

Do każdej osoby, która dopiero przybyła na Małą Planetę – cieszę się, że tutaj jesteś i mam nadzieję, że zostaniesz na dłużej. Skoro się tutaj znalazłeś, to nie przypadek, bowiem wszystko ma swój sens.

Choć ten blog był początkiem całej mojej przygody, to ten wpis jest nowym początkiem tego bloga 🙂 Dla mnie osobiście, Mała Planeta jest przede wszystkim symbolem odrodzenia i nowego początku. Cieszę się, że mogę dzisiaj kontynuować to, co zaczęłam ponad trzy lata temu – jako odmieniona i szczęśliwa osoba.

Dziękuje Wam za całe wsparcie jakie otrzymałam oraz o wszystkie ciepłe słowa. Dodawaliście mi sił kiedy ja zupełnie wątpiłam, czy to co robię, ma jakikolwiek sens. Gdyby nie Wy, nie byłoby mnie tutaj! Dziękuje i ściskam Was mocno.

Z miłością,

Kinga.

PS. Niestety, po tym jak domena nie została przeze mnie opłacona, cała zawartość bloga przepadła, dlatego stare wpisy nie są dostępne. Widocznie jednak to co co stare musiało odejść by zrobić miejsce na nowe 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *